FANDOM


Podeszła bliżej swojego odbicia, by lepiej zauważyć niebieskie oczy kucyka znajdującej się po drugiej stronie lustra. Nie mogła pozwolić sobie na takie niedoskonałości jak rozczochrana grzywa, czy lekko odpadający materiał. Musiała reprezentować piękno oraz klasę swą osobą. Dzisiaj nie wiedziała, co to brzydota albo paskudztwo! Mimo tej stresującej sytuacji, dziewczyna w końcu musiała to zrobić. Wyszła z pokoju w kształcie sześcianu i pokazała się swoim przyjaciółkom. Na ich twarzach malował się niekontrolowany zachwyt.

– I jak? – spytała się Rarity.

– D... Doskonale! – rzekła Twilight, gdyż tylko ona była w stanie cokolwiek rzec. 

Pomimo tego, że jej suknia nie była skromna, miała na sobie wiele ozdób i przeróżnych, starannie dobranych wstążek, było to najładniejsze ubranie, jakie klaczki kiedykolwiek zobaczyły.

Klacz o białej sierści skierowała się w stronę drzwi, aby móc wyjść i dojechać w tejże sukni do Canterlotu na przyjęcie organizowane przez całą radę królewską. Gorące słońce dawało o sobie znać. 

– Pa, Rarity! – krzyczała Pinkie Pie. – Połamania nóg na gali! 

Klaczka uśmiechnęła się, a następnie skierowała wolnym chodem do pociągu. Odjechał niemalże w tej samej chwili, gdy wygodnie usadowiła się na miejscu. Podróż do Canterlotu nie trwała zbyt długo, lecz dla Rarity była to wieczność. Wiedziała, że nie trafi tam pierwsza. Razem z nią w przedziale była tylko jedna klacz, która też się tam kierowała. Nie wiedziała, czym mogłaby się zająć, więc patrzyła w zamglone okno, myśląc jedynie, czy nie upadnie, lub nie pomyli się w tekście zapowiadając nadejście księżniczki Celestii. A może gala jednak zostanie odbyta następnego dnia, a ona pomyliła się w datach? No cóż, okaże się, jak przyjedzie.  

Pociąg zatrzymał się niespodziewanie w połowie drogi z Ponyville do Canterlotu. 

– Przepraszamy, mamy pewną usterkę w silniku!  

Rarity już wiedziała, że to źle wróży. Gala miała zaczynać się za pół godziny, lecz ona musiała być na miejscu za dwadzieścia minut. Dziesięć chwil upłynęło, nim pociąg ruszył. Klacz odetchnęła z ulgą. Zostało jej jednak jeszcze dziesięć minut na dojazd! Co ona zrobi? Przecież dojedzie dopiero za piętnaście! Spóźni się! 

Dalsza droga upłynęła bez żadnego zamieszania. Klacz w jej przedziale także martwiła się spóźnieniem. Nie za a bardzo wiedziała, jak będzie musiała się wytłumaczyć, w końcu ona też jedzie na galę! 

Minęło piętnaście minut. Gala już się zaczynała. Rarity już widziała tą twarz zaniepokojonej i zawiedzionej księżniczki Celestii. Pociąg już się zatrzymał, a klaczka pośpiesznie z niego wyszła. Budynek był już naprzeciwko jej! W końcu. Na galę spóźniła się dziesięć minut, lecz myślała, że powinni jej to wybaczyć. Chociaż ona sama nie chciała sobie przyjąć tego do wiadomości. Otworzyła ogromne drzwi. Jej oczy zastały... Czerwień... Dosłowną czerwień, żółć, zieleń i brąz wydzielin znajdujących się w organizmach kucyków. Oprócz tego, na podłodze leżały też otwarte ciała kucyków, które przyszły na galę. Klacz przeraziła się. Kto mógłby zrobić coś tak brutalnego i okropnego? I gdzie jest ta klaczka, która jechała z nią do Canterlotu? Co prawda, nie zamieniła z nią ani słowa, jednakże to nie zmieniało faktu, że chciałaby, aby ktoś był tu teraz obok niej. Nie zważając na wszystko, Rarity chciała uciec. Już nie iść po Celestię, Lunę, kogokolwiek... Po prostu uciec. Biegła, nie patrząc na to, jak jej strój poprzez potykanie się o gałęzie i szarpanie tkanin się stopniowo niszczył. Na swojej drodze nie widziała nikogo. Zdziwiła się, gdyż zwykle takie miasta jak te są pełne kucyków. Wbiegła do pociągu. Ani żywej duszy. Jedynie martwe ciała, zbeszczeszczone krwią i kałem. Nie wiedziała co ma myśleć, zwłaszcza wtedy, gdy nieznany ogier z młotem w buzi zbliżał się do niej wolnym krokiem.